Zaczęłam się topić, mogłam pozwolić sobie na śmierć, ale to nie mój czas. Jednak wciąż pamiętam te zimne strumienie odbierające mi życie. Pamiętam jak boleśnie zaciskały swoje palące... I czasem nadal woda wlewa mi się do płuc. Pewnie to wspomnienie nigdy nie wygaśnie, ale wierze, że mam dość siły by nad tym przejść. Tylko ta wiara, tylko ta siła pozwoliła mi znów wypłynąć.
...
Życie jest piękne, to co jest nad powierzchnią jest piękne i chcę się tego trzymać. Czasem przytrafia się coś takiego, co ciągnie nas na dno niczym głaz przywiązany do nogi. I może się wydawać, że to koniec, tak właśnie umrzemy- oglądając ostatnie, przygasające pod wodą promienie słońca, z głazem u nogi, lecąc w zimną ciemność, to koniec. Jednak nie- możesz mi nie wierzyć, ale właściwie dlaczego toniesz?
Myślisz- jak mogli mnie tak po prostu zabić. Nikt Cie nie zabił, robisz to sam. Posłuchaj, głaz to Twój problem, a lina którą jesteś do niego przyczepiony, to Twoje przywiązanie do problemu, ale dlaczego tak kochasz ten problem, przecież Cię krzywdzi. Jeśli przywiązałeś się do głazu, możesz też się od niego odwiązać, niech sam utonie- pozwolisz mu zdecydować za siebie? Może brzmi to jak pseudo motywacyjna gadka, ale po prostu mam wenę, muszę się wygadać. Pewnie za jakiś czas dogoni mnie to gowno, właściwie ciągle gdzieś tam za mną jest i zawszę będzie, nie ma tak idealnie, a gdyby było? No cóż, świat nie byłby piękny. To tak jak gra na kodach- masz wszystko, jest fajnie, ale w końcu się nudzisz i nie masz już co robić, ja bym wyłączyła tą grę. Czasem trzeba sobie popłakać. Jednak myślę o tych wszystkich planach, marzeniach i o tym wszystkim co kocham i może kiedyś pokocham. Patrzę na moje ściany zapisane tekstami piosenek i moimi własnymi- pismo nie jest idealne, ale to chyba najlepsze, no może poza samym znaczeniem tego wszystkiego. Są też narysowane na tych ścianach obrazki, plakaty zespołów, plakat New York. Widzę okropny syf- wszędzie ciuchy i jakieś inne pierdoly. Na skrzyni stoją wszystkie moje płyty- jakieś gry i filmy (np. Simsy, gta), książki (dużo fantastyki- wampiry i Harry. Są też jakieś książki od tak o życiu np. Bridget Jones. Mitologia, słowniki. Stos moich zeszytów i notatników od pisania tekstów, opowiadań itp. Mnóstwo świeczek- uwielbiam. Muszelki, monety pamiątkowe, zasuszone róże (specjalnie) - właściwie nie mam zbyt wielu kwiatów, bo to moja piętą achillesowa. A z sufitu patrzą na mnie gwiazdki, czasem patrzę na nie zasypiając. W łóżku obok mnie śpi mój diablowaty szczeniak- tylko powiększa mój syf. I jak tak pisze i pisze, to robi mi się coraz lepiej, wracam do mojej normy- czyli rozśmianej Suz. Wracając do tematu. Myśl o tym wszystkim napełnia mnie czymś wielkim, energią, jest mi z tym dobrze i nie mogę sobie pozwolić na siedzenie tutaj, od razu się pale i rozkręcam na to wszystko.
---------------------------
Witajcie w mojej melinie, czujcie się swobodnie. Nie spodziewałam się, że to wszystko zacznie się w ten sposób, ale cóż:)
Naszła mnie wena, potem jeszcze troche pogadałam, tak więc chyba Was z tym zostawię, bo na ten jeden raz wystarczająco mnie poznaliście:)
Była tu Suz :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz